1 rozdział
-Mamoooo!-zawołałam ze swojego pokoju.Od razu przybiegła,myśląc pewnie,że coś zniszczyłam.No cóż...miała rację.
-Co się stało?!-po jej pytaniu nastała pełna wyczekiwania cisza.Szybko ją przerwałam.
-Pożycz cyfrówkę!!!!-ryknęłam na cały głos.Mama złapała się za głowę,ja na to się uśmiechnęłam.
-Co tym razem?!-spytała siadając na moim łóżku.
-Eee no bo..ekranik się troche potłukł i wogule-zaczełam.-Raczej nie da się tego naprawić...
-A może jednak się da.Daj pokażę go tacie jak wróci.Może on będzie umiał naprawić.-szybko zasunęłam w panice szuflade biórka żeby mama nie zobaczyła mojej cyfrówki kupionej niecały tydzień temu.Była w dwóch kawałkach,a tego na pewno nie da sie naprawić.Gdyby to zobaczyła dostałaby zawału.Wetchnęła ciężko widząc,że coś przed nią ukrywam.
-Dziecko drogie co ja mam z tobą zrobić?!-uśmiechnęłam się jak grzeczna potulna dziewczynka.
-Poprostu mi porzycz,prooooszę!-niestety na mamę to nie działało.Na tate tak bo on jest facetem,i nie może sie oprzeć tak pięknemu uśmiechowi i prośbom ukochanej córeczki.Niestety jego w tej chwili tu nie było,a szkoda.
-Zastanowię sie.-odparła wychodząc z pokoju.-Kolacja będzie za pół godziny.
-Ale kiedy mi go dasz?!-wybiegłam za nią.
-Jutro dam ci odpowiedź!-zdębiałam.
-Dopiero jutro?!-zawyłam-Przecież jutro wyjeżdżam na najwazniwejszą w moim życiu wycieczkę!
-Troche cierpliwości!-odpowiedziała ze spokojem obierając ziemniaki.-Zacznij się lepiej pakować już dziś bo znając ciebie ockniesz się z tym rano i cały blok będzie wiedział,że Siska Creed nie może znajeźć szczotki albo czegoś innego.
-Bardzo śmieszne-mruknęłam.Nigdy w życiu nie przyznam racji mamie,jeżeli chodzi o moje gafy.Prędzej umrę!
-Mówiłaś coś?!
-Nie skąd.-zatrzasnęłam za sobą drzwi do pokoju.Nie no miała rację,że zawsze wszystko zostawiam na ostatnią chwile.Popełniam różne błędy,ale czy ona już zapomniała,jak była nastolatką.Też napewno była nie do zniesienia dla swoich rodziców.Powoli bez pośpiechu wybierałam ciuchy jakie zabiore ze sobą.
-Napewno kilka tych sexownych obsisłych topów,trzeba sie jakoś włoskim facetom pokazać!-kiedy tak wyliczałam co zabiore odezwał się do mnie na gg Trey jeden z kumpli z klasy.Zgadaliśmy się co do strojów jakie weźmieny.Ja oczywiście strój Edzia i Pułkownika z Alchemika.On miał wziąć kostium Greeda własnoręcznie zrobiony.Pod koniec wycieczki każda klasa miała zrobić małe przedstawienie dla reszty.My wybraliśmy,że będą to krótkie scenki z Fullmetala.Co jak co ale nasza klasa wręcz ubóstwia to Anime.Pogadałam jeszcze chwile i dokończyłam sie pakować.Kolację zjadłam w ekspresowym tempie po czym poszłam spać.Tak chciałam,żeby już było jutro.Na wycieczkę czekałam praktycznie od początku ogólniaka a teraz jestem w drugiej klasie,właściwie to ją kończe,i w nagrodę za dobre sprawowanie przez cały rok mamy ten wyjad za granicę.Zasnęłam dopiero po północy tak byłam podekscytowana jutrzejszym dniem.
*******************************
Dostałam cyfrówkę ale dopiero jak przyjechaliśmy na lotnisko z którego był wylot do Włoch.Dobrze,że ją dostałam.Nie wybaczyłabym staruszkom gdyby mi jej nie dali.Jest tyle wspaniałych widoków do sfotografowania!Wypatrzyłam kilku kumpli stojącyh w małej grupce.
-Hej!-zawołałam z zamiarem dołączenia do nich.Mama mnie powstrzymała mocno do siebie tuląc.
-Mamo!Nie rób mi obciachu przy znajomych-wypaliłam.
-Matrwię sie!-powiedziała odsuwając mnie od siebie.
-Dlaczego?!-Nie otrzymałam odpowiedzi.Westchnęłam ciężko,znów będzie kazanie na temat samodzielności i pilnowania się nauczyciela.
-Nie martw się!Saddam Husajn nie porwie samolotu.-próbowałam,żartować by zapomniała o tym co ma mi do powiedzenia.Jakby się rozgadała to nie skończyłaby do następnego dnia.-A jak porwie to ja go na zbity pysk wywale z tego samolotu.Odechce mu się terroryzować ludzi!!!
-Uważaj na język młoda damo!-tatuś odezwał się z ojcowskim palcem wyciągniętym w moją stronę.Oczywiście zrobił groźną minę,żeby pokazać kto tu rządzi.
-Przepraszam,chciałam tylko trochę rozładować sytuacje-powiedziałam potulnie patrząc na tatusia słodkimi niewinnymi oczkami.Odrazu zmiękł.Tacy są faceci i tzreba się z tego cieszyć!Wreszcie mnie zostawili i mogłam pogadać ze znajomymi.Nie wiem czemu się tak martwią.Jedyna zła rzecz która może mnie spotkać to nudności.Mam to nieszczęście mieć chorobę lokomocyjną,która da o sobie znać w samolotcie.Nie mam wyjścia ,muszę nałykać sie aviomarinu i spać!
*********************************
Całą drogę samolotem i większą część autokarem przespałam.I spałabym dalej gdyby ktoś mnie nieustannie nie budził.Popatrzyłam zaspanym wzrokiem na osobnika który mnie obudził.
-Dean prosiłam żeby mnie nie budzić dopuki nie dojedziemy!-warknęłam przykładając głowę do jaśka.
-Chodzi o to,że nie jedziemy-Obudziłam sie na dobre.
-Że co?!-rozejrzałam się po autokarze.Większość uczniów stała na zewnątrz w mniejszych lub większych grupkach.
-Silnik nawalił-wyjaśnił Dean.-Do tego jeszcze ta mgła i nie mamy łączności ani radiowej ani telefonicznej.Nie ma zasięgu.Wysiadłam,żeby sprawdzić czy aby naprwno nie da się zadzwonić.Niestety nigdzie zasięgu,gdzie nie patrzeć mgła przez którą trudno było cokolwiek dostrzec.Ktoś podkradał się chciaczem od tyłu.
-Silent hill...Silent hill...SILENT HILL!!-szeptał męski głos.-Klątwa...Klątwa...KLĄTWA!!!
-Mnie nie wystraszysz Trey.-dźgnęłam chłopaka łokciem w brzuch aż zawył z bólu.
-Ała nie musiałaś tak mocno.-skarżył się.
-Dobra to ja idę sie rozejrzeć!!-oznajmiłam wszystkim.Większość popatrzyła na mnie jak na wariatkę.
-Zwariowałaś!?-Dean był juz przy mnie z wystraszonym wyrazem twarzy.-To niebezpieczne!
-Daj spokój!Tutaj i tak nic niebezpiecznieszego odemnie nie spotkasz.-kilka osób zaśmiało się ale nie był to wesoły śmiech,raczej nerwowy.Większości juz nerwy zaczynały puszczać.Autokar zepsuty nie można się z nikim skontaktować,mgła tak gęsta,że widać tylko to co ma się trzy metry przed sobą!Przeszłam wolnym krokiem ze dwadzieścia metrów.Nagle z mgły zaczynały się wyłaniać kontury jakiejś budowli.
-HEJ LUDZIE!!!-krzyknęłam najgłośniej jak mogłam-TU JEST JAKIŚ ZAMEK!!!
***************************************
Wszyscy poszli do Zamku,nikomu nie uśmiechało się zostać na środku drogi we mgle w zepsutym autokarze.Było dość chłodno jak na czerwiec.Zarzuciłan na siebie czerwony płaszcz Alchemika.Siedząc tak w zrujnowanym budynku który kiedyś musiałbyć pięknym zamkiem zastanawiałam się kiedy ktoś się zorientuje,że nas nie ma?!O zgrozo i mi zaczynały nerwy puszczać.Włączyłam empetrójkę żeby uspokoić skołatane nerwy.
-Hej Siska!Chodź tu musisz coś zobaczyć.-wołał Trey stojąc na schodach dość wątpliwej jakości prowadzących na piętro-Tylko weź aparat fotograficzny,normalnie padniesz!
-Idziesz Dean?-chłopak się wachał.-Baba jesteś czy facet?!Wreszcie się ruszył.Poszliśmy za Treyem który zaprowadził nas na górne piętro budynku.
-No i co takiego ciekawego tu jest!?-spytałam rozglądając się po pustym ciemnym korytarzu.
-Spójrz pod nogi-powiedział chłopak.-I co widzisz?!
-No malunki jakieś a co?!
-Ale to nie są zwykłe malunki-uśmiechnął się od ucha do ucha.-Przyjrzyj się uważnie...To kręgi Transmutacyjne!!!
-NA MÓZG CI PADŁO!!!-wrzasnęłam na niego.-A może coś piłeś,przyznaj się!!!
-Patrz na ścianach i suficie też są!-mówił dajej niewzruszony.No rzeczywiście to przyponima kręgi transmutacjyne,ale co one robią w takim miejscu?!Nie to jakieś oszustwo,ktoś sobie jaja robi i tyle!Zrobiłam kilka zdjęć cyfrówką mamy.Trey był dumny ze swojego znaleziska.Przejechałam dłonią po malunku na ścianie.Ręka mi się obsunęła i skaleczyłam palec o ostry kawałek muru.Chłopak odkaszlnął.
-Panie Edwardzie Elric,Stalowy Alchemiku pokaż nam potęgę swojej Alchemii!-zaśmiałam się pod nosem i klasnęłam demonstracyjnie.
-Nie rób tego!-usłyszałam cichy szept Deana.Gdyby mógł już by stąd uciekł.
-A co może się stać!?Nic!-uspokajał go Trey.Przyłożyłam obie dłonie do kręgu na podłodze.
-Widzisz,nic się nie dzieje!Zobacz!!!-Dean otworzył oczy i wrzasnął.Krąg który przed chwilą dotknęłam zaczął świecić jasnoniebieskim światłem.Szybko dosunęłam się od niego.Cała nasza trójka gapiła się w osłupieniu na to co się dzieje.Pokolei rozbłyskały jasnym światłem kręgi na ścianach i suficie.Żadne z nas nie mogło się ruszyć ani odezwać.Poczułam lekki powiew chłodnego powietrza.
-Wynosimy się stąd,już!-krzyknęłam-TO nas wciągnie!!!Ledwie skończyłam mówić Dean( jak zwylke niezdarny)upadł na podłogę,rzuciłam się by mu pomóc Trey już ciągnął go za rękę.Nie uszlismy daleko,zassało nas do środka.Rozdzieliliśmy się.Próbowałam nawoływac chłopaków ale piekielny szum uniemożliwiał jakąkolwiek komunikację.Huk nie do zniesienia,aż bębenki w uszach pękały!!!Wreszcie po dłuższym czasie nastała błoga,cicha ciemność...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz